Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza
zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki.

X Zamknij


 

ISSN 1897-2284

 
 
 
  Spis treści
:. Aktualności
:. Kultura
:. Sport
:. Felietony
:. Nasze rozmowy
:. Kronika policyjna
Redakcja
:. Kontakt e-mail
Partnerzy:
 
Nareszcie wiosna…2008-05-02  16:43:24
Kategoria: Felietony Anna Adamska

Powietrze pachnie wiosną już od jakiegoś czasu, ptaki zaczynają budzić mnie swoim śpiewem, zegarek, nie wiedzieć z jakiego powodu, wskazuje taką godzinę, jaką chce. Nie skutkuje już moje tłumaczenie, że to tylko czas zmieniliśmy na letni... wszystko wraca do życia. Wreszcie można pożegnać z szafy grube golfy i workowate swetry, zrobić miejsce kolorowym koszulkom na ramiączkach, zwiewnym sukienkom, połyskującym spódnicom. Nareszcie można wyglądać kobieco.

Zapewne po zimie strzałka wagi niebezpiecznie przechyli się w prawo, przypominając mi, że niepotrzebnie zajadam się ulubionymi chrupkami i że najlepiej, jak przerzucę się na jogurty, owoce i ćwiczenia, do momentu w którym odzyskam swoją figurę... No może troszkę przesadzam, ale wizyta u kosmetyczki też by się przydała. Poza tym trzeba zaraz zadzwonić do najlepszej przyjaciółki, umówić się z nią na plotki i zwiedzanie centrum handlowego, celem wyśledzenia tego, co będzie najmodniejsze w tym sezonie i na co musimy przeznaczyć swoje oszczędności, gromadzone przez całą zimę w poczciwej śwince skarbonce. Musimy być pierwsze i najbardziej odlotowe!

Zaraz, zaraz, ale wiosna to także te koszmarne porządki. Nie cierpię ich, co roku jest ta sama awantura. One nigdy nie mogą odbywać się wtedy, kiedy akurat mam wolny dzień, kiedy pozytywnie jestem nastawiona do wszelkiego rodzaju starych cukierków czy zabłąkanych skarpetek, do wdychania kurzu przez kilka godzin i skrupulatnego wymeldowywania pająków z mojego królestwa. Wiosenne porządki trzeba robić wtedy, kiedy umówiłam się na randkę albo mam ważny egzamin, kiedy jestem przeraźliwie chora albo zupełnie nieoptymistycznie nastawiona do życia, bo akurat wyskoczył mi pryszcz, nie wyszło mi ulubione ciasto bananowe, nie zaliczyłam egzaminu u jakiejś sekutnicy albo on znowu nie odbiera telefonu i jak zaklęty milczy przez pięć dni, żeby potem przyjść do mnie ogolony, z kwiatami, czekoladkami i biletami do kina.

Że też krasnoludki nie mogą się zająć takimi bzdurami, jak wiosenne porządki. Znowu przez cały tydzień będę odreagowywała to, że właśnie teraz musimy to robić, że to nie może poczekać ani chwili, że musimy rzucić wszystko i zabrać się do czyszczenia wszystkich kątów. Przeklęte krasnoludki! Jeśli tak dalej pójdzie wyruguje je ze swojego pokoju, pójdą mieszkać do Filemona, już on się z nimi rozprawi, jak trzeba. Ciągle tylko coś chowają, włażą pod nogi i śpiewają, wtedy, kiedy ty człowieku nie masz na to ochoty, a jak są ci akurat potrzebne, to kamień wodę, chodź sobie i szukaj ich gdzie pieprz rośnie.

Tak więc chcąc nie chcąc muszę zakasać rękawy, przywdziać dresy zamiast balowej sukni i zająć się doprowadzaniem materii do jej pierwotnego stanu. Oj tak, uwielbiam to robić. Zaraz pewnie znajdą się dla mnie jakieś wielkie, ciężkie pudła, które trzeba będzie zanieść na strych po schodach, na których normalnie można sobie złamać kark, nie mówiąc już o wchodzeniu tam z czymkolwiek, znając życie znowu przepali się żarówka i trzeba będzie zgadywać, czy ten schodek to już czy dopiero za parę centymetrów.

W końcu bohatersko dobrnęłam do końca schodów, nawet znalazłam na strychu kawałek wolnej podłogi, żeby postawić to wielkie pudło. Już miałam się odwrócić na pięcie zejść na dół, by tradycyjnie już powyklinać na czym to świat nie stoi, gdy zobaczyłam niewielkie pudełko, oklejone papierem w moje, niegdyś, ulubione wróżki, podpisane moim imieniem. Zdziwiłam się i natychmiast zajrzałam do środka. Znalazłam tam wszystkie swoje Skarby - Misia z oberwanym nosem od przytulania, lalkę Zuzię w zszarzałej sukience, kolorowe karteczki, o które było tyle kłótni na podwórku, zestaw do robienia smakołyków z piasku. Zabrałam ze sobą na dół Misia, resztę szczelnie zapakowałam na następne tysiąc lat. Teraz, skoro mam już obrońcę, który rozumie mnie, jak mało kto, niestraszne mi są żadne kurze, pająki, myszy i inne wiosenne wynalazki...

Jak tylko skończę wyłożę przed Misiem swoje żale, a potem... wskoczę w swoją najbardziej szałową sukienkę i pobiegnę zdobywać świat.

Przecież jest wiosna!

Anna Adamska


 

  © 2005-2015 Wszelkie prawa zastrzeżone   statystyki www stat.pl